Ktrego deszczowego dnia stao si wreszcie to, co si sta musiao. Byo to nazajutrz po Jzefie i z cikim kacem budziem si wanie z pijackiego psnu, gdy odezwao si stukanie do drzwi. Nie chciao mi si wsta i otworzy wic tylko mruknem co pod nosem, czego ten kto za drzwiami widocznie nie dosysza, bo po chwili zobaczyem na pododze bia kartk. 